Ekipa totalnie rodzinna tak więc zaczynając od najbardziej licznej rodziny Roterów czyli Tomek, Aneta i 3 dzieci: Melek, Ksawery i 3 miesięczna Ula, Remek z Marysią, Klarą i również 3 miesięcznym Jaśkiem, dalej Abdul, Ula z Elizką i Julką, Młody z Alinką i dzieciakami Martyną i Igorem, Dworki czyli Shaza i Dworek tym razem bez Dawida, Filip z Gosią no i Isio, który dojechał do nas jak już siedzieliśmy w Wagancie.
Wagant, klasyka sama w sobie, która mimo delikatnych zmian wystrojowych urzeka nie zmieniającym się klimatem no i niesmiertelnymi pozycjami w menu. Starogardzka i schabowy jak zwykle okazały się być zestawem obowiązkowym i jak zwykle spowodowały spore zamieszanie wśród uczestników biesiady. Dworek tym razem jeszcze przed pierwszym kieliszkiem robił sobie zdjęcia z kelnerką.
Apropos menu to Filip oczywiście miał swojego faworyta, sielawa, jak smakowała w tym roku?
Biesiadowanie w Wagancie czym się kończy każdy wie, a i tym razem nie było inaczej. Isio z wiadomych wzgledów nie mógł prowadzić więc powierzył swojego forda ciężarnej Marcie. Zapomniał jednak dodać, żeby nie zamykała drzwi na kluczyk bo się zacina. Tym sposobem w ruch poszedł kamień i do domu wracał z siatką z biedronki zamiast szyby. Powrót do ośrodka tym nie zmotoryzowanym zajęła sporo czasu i dla niektórych musiała być bardzo męcząca bo zaparkowali w łóżkach. Inni wręcz przeciwnie cisnęli do późnej nocy, wbijając się do ciecia na walkę Adamek-Kliczko.
Na zajutrz juz lajcik, spacerki i koczowanie przed domkami, grillowanie i leczenia kaca. Odkrycie wyjazdu - oranżada - 2 skrzynki pękły w mgnieniu oka. Do kupienia tylko w Wagancie, a jakże.








